[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Sherrilyn Kenyon
TOM PIERWSZY
Sherrilyn Kenyon –Acheron
Tłumaczenie: sasha1981
Beta: Jenny13
9 maj 9548 roku p.n.e.
– Zabić dziecko!
Bezduszny wyrok Archona dzwonił w uszach Apollymi gdy przelatywała
przez marmurowe sale Katoteros. Silny wiatr dął w korytarzu rozwiewając jej
blond włosy. Czarna suknia przylegała jej do ciała podkreślając odmienny stan.
Cztery demony biegły za nią, chroniąc ją przed innymi bogami, którzy
byli bardziej niż chętni, by wykonać rozkazy Archona. Ona i jej demony
Charonte wybili połowę jej panteonu i była gotowa wybić całą resztę, byle tylko
ochronić dziecko.
Nie dostaną jej dziecka!
Zdrada spalała jej serce.
Od początku ich związku zawsze dochowywała wierności mężowi,
wiernie przy nim trwała. Nawet wtedy, gdy dowiedziała się o zdradach Archona
kochała go i ze spokojem w domu powitała jego bękarty. A teraz chciał zabrać
życie jej nienarodzonemu dziecku.
Jak mógł jej to robić? Jak mógł
?
Przez wieki chciała począć dziecko Archonowi – to było wszystko, czego
pragnęła. Własnego dziecka.
A teraz ze wglądu na proroctwo trzech małych dziewczynek ten
zazdrosny bastard chciał, by jej dziecko zostało złożone w ofierze i zabite.
Ze względu, na co? Na słowa, które zostały wyszeptane przez trzy małe
bachory?
Nigdy!
To było jej dziecko! Jej! I zamierzała zabić każdego atlantydzkiego boga,
aby zachować go przy życiu.
– Basi! – przywołała swoją siostrzenicę.
Pojawiła się od razu i oparła się całym ciężarem o ścianę. Jako bogini
Przesady rzadko była trzeźwa – a to idealnie pasowało do planu Apollymi.
Basi czkała i chichotała.
– Wołałaś mnie ciociu? A przy okazji, dlaczego wszyscy są tacy smutni?
Ominęło mnie coś ważnego?
Apollymi pochwyciła jej dłoń i przeniosły się z Katoteros które był
domem dla atlantydzkich bogów do piekła Kalosis, gdzie rządził jej brat.
Urodziła się właśnie tu w wilgotnym zakazanym miejscu. To było jedyne
królestwo, którego bał się Archon.
Nawet z jego mocami wiedział, że ciemność to miejsce gdzie
niepodzielnie królowała Apollymi. Tutaj jej moce wzrastały i mogła go
zniszczyć.
2
Jako bogini śmierci, zniszczenia i wojny Apollymi zachowała w bogatym
hebanowym pałacu brata swoje komnaty, które przypominały o jej pozycji. I to
było miejsce, do którego zabrała Basi.
Apollymi zamknęła drzwi i okna w komnacie zanim przywołała swoje
najbardziej zaufane i strzegące jej demony.
– Xiamara, Xedrix, potrzebuję was!
Demony które tkwiły jako tatuaże na jej ciele objawiły się przed nią.
W swoim obecnym wcieleniu stale zmieniająca się skóra Xiamary, była
czerwona, marmurkowa z białymi żyłkami. Czarne długie włosy okalały jej
chochlikowatą twarz a w dużych czerwonych oczach błyszczała obawa.
Syn Xiamary, Xedrix, był do niej podobny, ale jego marmurowa skóra
była czerwona albo pomarańczowa zwłaszcza wtedy, gdy był zdenerwowany.
– Czego potrzebujesz Akra? - zapytała Xiamara używając atlantydzkiego
terminu Pani.
Apollymi nie miała pojęcia dlaczego demon upierał się nazywać ją tym
terminem skoro były bardziej jak siostry niż pani i sługa.
– Macie chronić tę komnatę przed każdym. I nie obchodzi mnie jak to
zrobicie. Jeżeli Archon będzie chciał tu wejść możecie go zabić. Rozumiecie?
– Twoja wola jest naszą Akra. Nikt ci nie będzie przeszkadzał.
– Czy ich rogi zawsze muszą pasować do skrzydeł? – zapytała Basi
patrząc na demony.
– Uważam, że powinny być bardziej kolorowe, bardziej różnorodne.
Uważam, że Xedrix lepiej by wyglądał gdyby jego rogi były pomarańczowe.
Apollymi zignorowała ją. Nie miała czasu na głupotę Basi. Nie, jeżeli
miała ocalić życie syna. Chciała tego dziecka i była gotowa zrobić dla niego
wszystko. Wszystko!
Jej serce waliło. Wyjęła z szuflady swój atlantydzki nóż i trzymała go w
dłoniach. Złota rękojeść chłodziła jej skórę. Czarne róże i białe kości były
splecione i wyryte w stalowym ostrzu ponuro świeciły w półmroku. To był
sztylet kończący życie.
Dzisiaj użyje go, by dać życie.
Skrzywiła się na myśl, co będzie, ale nie było innego sposobu, by go
uratować. Zamknęła oczy trzymając zimny sztylet i starała się nie płakać, ale
pojedyncze łzy popłynęły z jej oczu.
Dość!
Ryknęła na siebie wycierając ze złością łzy.
To czas na działanie
nie na użalanie się nad sobą. Syn jej potrzebował.
Jej ręka drżała ze strachu i z wściekłości, gdy podeszła do łóżka i położyła
się na nim. Uniosła suknię w górę odsłaniając ciało. Pogładziła z matczyną
miłością nabrzmiały brzuch skrywający jej największy skarb – syna, który
czekał i był w niebezpieczeństwie.
Nigdy już nie będzie tak blisko niego.
Nigdy już nie poczuje jego kopnięć ani niecierpliwych ruchów.
3
Sherrilyn Kenyon –Acheron
Tłumaczenie: sasha1981
Beta: Jenny13
Musieli się rozdzielić mimo że jeszcze nie nadszedł czas, by Apostolos się
urodził.
Ale nie miała wyboru.
– Bądź silny mój synu, dla mnie. – szepnęła zanim przecięła swój brzuch.
– Och, co za obrzydlistwo. – powiedziała z odrazą Basi. – Ja…
– Nie ruszaj się! – zaryczała Apollymi – Opuść ten pokój a wyrwę ci
serce.
Otwierając szeroko oczy Basi zamarła.
Wiedząc, co się stało Xiamara stanęła obok swej pani. Czerwono biały
demon był najpiękniejszym i najbardziej lojalnym z całej armii Apollymi. W
cichym zrozumieniu wyciągała z niej dziecko i pomogła zamknąć ranę.
Demon usunął krew z szyi dziecka czerwonym szalikiem, owinął ciepło
Apostolosa i podał matce, kłaniając się nisko.
Apollymi, gdy po raz pierwszy wzięła syna w objęcia odczuła fizyczny i
psychiczny ból. Radość ją napawała, gdy zdała sobie sprawę ,że jej syn żyje i
był cały. Był taki mały… taki kruchy. Perfekcyjny i piękny. Przede wszystkim
był jej a ona kochała go każdą cząstką siebie.
– Żyj dla mnie, Apostolos… żyj...- wyszeptała i w końcu pozwoliła płynąć
łzom.
Czuła się jak łzy obracają się w lód na jej policzkach świecąc w
ciemnościach.
– Kiedy nadejdzie czas wrócisz i zażądasz należnego ci miejsca jako króla
bogów. Dopilnuję tego! – złożyła czuły pocałunek na jego niebieskim czółku.
Otworzył oczy i spojrzał na nią. Srebrne i żywe, mieniły się jak jej
własne. Odbijały mądrość dużo większą niż ona miała. To przez te oczy ludzie
uznają jego boskość i będą go traktować odpowiednio do jego pozycji.
Dotknął jej policzka małą piąstką jakby rozumiał, co się dzieje wokół
niego.
Zaszlochała z bólem czując jego dotyk.
Bogowie to nie było sprawiedliwe! To było jej maleństwo. Czekała na
niego całe życie a teraz…
– Bądź przeklęty Archon, przeklinam cię. Nigdy ci tego nie wybaczę.
Nigdy!
Przytuliła mocniej syna nie chcąc wypuścić go z objęć.
Ale musiała.
– Basi? – rzuciła w stronę siostrzenicy, która nadal zataczała się na nogach
obok łóżka.
– Mmm.
– Zabierz go i umieść w brzuchu ciężarnej królowej. Rozumiesz?
Wyprostowała się.
– Um, mogę to zrobić. Ale co ze smarkaczem królowej?
– Scalisz życie Apostolosa z życiem dziecka królowej. I ma się dowiedzieć
od wyroczni, że jeżeli moje dziecko umrze to jej też.
4
Sherrilyn Kenyon –Acheron
Tłumaczenie: sasha1981
Beta: Jenny13
To będzie go chronić bardziej niż cokolwiek innego.
Ale była jeszcze jedna rzecz do zrobienia. Apollymi szarpnęła z szyi białą
sfore i przyłożyła do klatki piersiowej synka. Jeżeli ktoś będzie podejrzewał, że
jest jej synem albo jakiś bóg dostrzeże jego obecność w świecie ludzi zabiją go
na miejscu.
Jego moce muszą być związane i zablokowane do czasu, gdy będzie na
tyle duży i na tyle silny, by walczyć.
Przyłożyła swoje jabłko władzy do jego małej piesi i patrzyła jak zanika
jego boskość. Jego maleńkie ciałko zmieniało kolor skóry z niebieskiego na
ludzką bladość.
Teraz będzie bezpieczny, nawet bogowie nie wiedzą, co zrobiła.
Pocałowała go delikatnie i czule w małą główkę zanim podała go
siostrzenicy.
– Zabierz go. I nie zdradź mnie, Basi. Jeżeli to zrobisz… Archon będzie
twoim najmniejszym problem i grozą. Lepiej mi pomóż inaczej nie spocznę
dopóki nie wykąpię się w twoich wnętrznościach.
Oczy Basi rozszerzyły się w strachu.
– Umieścić dziecko w brzuchu. Ludzkie królestwo. Nie mówić nikomu i
niczego nie spieprzyć. – natychmiast zniknęła.
Apollymi siedziała ze spojrzeniem utkwionym w miejscu, gdzie znikneli.
Jej serce krzyczało z dojmującego bólu i cierpienia, chciało, by dziecko wróciło.
Gdyby tylko…
– Xiamara idź za nią i upewnij się, że zrobi to, co jej kazano.
Demon skłonił się zanim zniknął.
Miała złamane serce
1
. Leżała w zakrwawionym łóżku. Chciała płakać i
krzyczeć… ale po co? To by nic nie zmieniło. Jej łzy i błagania nie
zatrzymałyby Archona przed zabiciem ich syna. Jego bachory przekonały go, że
Apostolos zagraża panteonowi. Że go zniszczy i zasiądzie jako król bogów na
miejscu jej męża.
Niech, więc i tak będzie.
Czując ból w całym ciele wstała z łóżka.
– Xedrix?
Syn Xiamary pojawił się przed nią.
– Tak, Akra?
– Przynieś mi kamień z morza, proszę.
Był zdziwiony prośbą, ale znikł, by wykonać polecenie.
Kiedy wrócił owinęła kamień w pieluszki. Słaba po urodzeniu syna oraz
od złości i strachu oparła się na Xedrixie i trzymała go za rękę.
– Zabierz mnie do Archona.
– Czy na pewno moja Akra?
Skinęła głową.
Umm nie dziwię się że wybiła ich do nogi…. Trochę zostawiła na później
5
Sherrilyn Kenyon –Acheron
Tłumaczenie: sasha1981
Beta: Jenny13
1
[ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • diakoniaslowa.pev.pl