[ Pobierz całość w formacie PDF ]

I.

 

And everytime I try to fly

I fell without my wings

I feel so small

I guess I need you baby

[Britnry Spears, Everytime]

 

Znowu.

Za każdym razem gdy słyszała to określenie, wzdrygała się wewnętrznie. Zwłaszcza gdy padało ono z jego ust. Mówił to tak sugestywnie.

Słowo „szlama” nabierało w ustach Malfoya niemal fizycznej postaci. Miało swoją konsystencję, barwę i kształt.

Hermiona skrzywiła się i zastanowiła, czy ustąpić tym razem temu kretynowi. Przystojnemu kretynowi. Prawie wszystkie dziewczyny w Hogwarcie rzucały mu tęskne spojrzenia. Prawie. Nie ona. Ona go nienawidziła.

Miał zdolność zadawania bólu samym spojrzeniem. Wzrok zimnych, szarych oczu potrafił ciąć jak stalowy sztylet. Tak jak w tej chwili.

- Nie słyszałaś, szlamo? Zjeżdżaj mi z drogi!

Malfoy był utalentowany. Potrafił zadać słowem prawie fizyczny cios.

Ból był nie do zniesienia i rodził jeszcze większą nienawiść.

- Nie jesteś bogiem, Malfoy – warknęła Gryfonka, patrząc na niego z pogardą.

- Ale jestem lepszy od takiej szlamy jak ty.

Parkinson zarechotała rozkosznie a Hermiona posłała dziewczynie uwieszonej na ramieniu blondyna, spojrzenie seryjnego mordercy.

„Kiedyś ją strzelę po gębie” – pomyślała ze złością.

Wyminęła Malfoya, a przynajmniej starała się to zrobić, tylko że on specjalnie ją potrącił, tak że wypadły jej z rąk wszystkie książki, które niosła.

- Nawet nie potrafisz chodzić jak człowiek, durna szlamo.

Hermiona nie wytrzymała tej zniewagi.

- Jesteś sukinsynem, Malfoy! – krzyknęła. – Twój ojciec to morderca! To on! On zamordował moich rodziców! On brał w tym udział – Nie mogła powstrzymać łez, które popłynęły po jej policzkach. Pierwszy raz popłakała się przy tym dupku. Pierwszy i ostatni.

- Twój ojciec to świnia, tak samo jak ty – dodała już spokojniej.

- Uważaj na to, co mówisz, Granger – Draco wyciągnął różdżkę, a Hermiona szybkim ruchem zrobiła to samo.

 

- Co tu się dzieje? – McGonagall wyrosła jak spod ziemi

- Schować te różdżki, ale już. A ty , Malfoy, pomóż pozbierać koleżance książki i to migiem!

Obydwoje niechętnie schowali różdżki za poły szat, a Draco z ociąganiem pozbierał cztery tomiszcza i podał je Hermionie.

- Koleżanka, też mi coś – wymamrotał pod nosem.

- Spadaj!- odfuknęła brązowooka Gryfonka i ruszyła w stronę Wieży Domu Lwa.

 

„Świnia” – pomyślała. Po policzkach płynęły jej łzy.

Nigdy się nie przyzwyczai...

Dlaczego w ustach Malfoya te słowo raniło ją bardziej, niż w ustach kogokolwiek innego? Czy dlatego, że po raz pierwszy, właśnie on ją tak nazwał ?Nie wiedziała.

W drugiej klasie przepłakała całą noc, gdy zwrócił się do niej przy tylu ludziach per „durna szlamo” i obiecała sobie, że nigdy więcej to wyzwisko nie zmusi jej do płaczu. Nie pomogło.

A teraz – po śmierci rodziców – było jeszcze gorzej.

Bo dla nich była kimś... Kochali ją i byli z niej dumni, ba,nawet ją podziwiali..

Rozpierała ich duma, że Hermiona jest tak utalentowaną czarownicą. Że jest czarownicą.

Teraz nie było już nikogo, kto by ją bezinteresownie kochał.

Harry i Ron byli jej przyjaciółmi, ale to nie było to samo, nie to samo...

Hermiona rzuciła książki na łóżko i otarła rękawem szaty strumienie słonych łez.

 

„Jestem nikim – pomyślała. – Jestem tu tylko dzięki wyrozumiałości Dumbledore’a. Do Durmstrangu nikt nie przyjąłby szlamy.” W takiej chwili załamania, nie miało dla nie znaczenia, że w Hogwarcie uczy się mnóstwo dzieci mugolskiego pochodzenia. Liczyło się tylko to, że ona jest szlamą.

Zbyt często akurat jej to było przypominane. Może za często.

A może w duchu zawsze czuła się niegodna uczęszczania do szkoły Magii i Czarodziejstwa? Może dlatego tak bardzo przykładała się do nauki, jakby starała się tym przyćmić fakt swojego pochodzenia? Czyżby w głębi duszy wstydziła się swoich rodziców – mugoli? Szybko jednak odrzuciła tą myśl, jako niedorzeczną. Kochała rodziców bardziej niż kogokolwiek innego.

 

Rodzice...

Tak bardzo za nimi tęskniła.

Zginęli okrutną śmiercią. Zupełnie niepotrzebnie.

Nigdy nie zapomni widoku ich zimnych ciał. Obydwoje mieli szeroko otwarte oczy, a na ich twarzach malował się wyraz skrajnego przerażenia i niewyobrażalnego cierpienia.

Strumienie łez płynące po policzkach Hermiony były coraz silniejsze, aż w końcu dziewczyna wybuchła niekontrolowanym szlochem.

Nikt nigdy nie widział jej płaczącej ,nawet po śmierci rodziców. Zawsze robiła to w samotności, tak jak teraz.

Hermiona ukryła twarz w dłoniach i pozwoliła sobie na wybuch rozpaczy.

 

***

- Hermiono, zjedz coś – w głosie Harry’ego brzmiała szczera troska.

Znowu nie mogła nic przełknąć na śniadaniu. Ale zmusiła się. Hermiona była realistką i wiedziała, że musi coś jeść, cokolwiek.

- Teraz mamy Transmutację Zaawansowaną, prawda? – zapytał się Ron.

- Tak – bezbarwnie odpowiedziała dziewczyna.

 

Tak było cały czas. Dzień w dzień. Już od trzech miesięcy. Kończył się listopad i to samo. Żadnych efektów, przynajmniej pozytywnych.

Zagadywali ją, a ona mówiła byle co i uciekała myślami do bolesnych wspomnień, tak jakby chciała się ukarać za to, że nie było jej wtedy w domu. Była na Grimmuald Place 12. Gdy wróciła, zastała to co zastała. Jej wina. Jej bardzo wielka wina. Gdyby była wtedy w domu, prawdopodobnie zginęłaby z rodzicami. Ale byłaby razem z nimi aż do końca. A tak? Musiała żyć.

Czasami myślała też o swoim pochodzeniu. To były niewesołe, przygnębiające rozważania.

 

Dni mijały szybko i bezbarwnie. Hermiona uciekała w naukę i w marzenia o lepszym świecie, bez rasowych podziałów i to trochę łagodziło ból.

Tylko, że nauka, wspomnienia szczęśliwych chwil w domu rodzinnym i marzenia powoli zaczynały być niewystarczające. Panna Granger coraz częściej myślała o realnej ucieczce z tego świata.

 

***

 

Było słoneczne, grudniowe popołudnie.

Hermiona spokojnie szła korytarzem wracała z biblioteki do Wieży Gryffindoru. Wszyscy byli ubrani swobodnie i prawie nikt nie nosił szat, także ona. W końcu była sobota.

Musiała przejść obok grupy siódmorocznych Ślizgonów.

„O nie, znowu on...” – pomyślała z rozpaczą. Miała wrażenie, że Draco Malfoy ją prześladuje.

„Może mnie nie zaczepi, może da mi tym razem spokój...” – Hermiona miała dosyć. To zaczęło ją powoli przerastać. Zwłaszcza niewybredne żarty pod jej adresem, w których ostatnio rozmiłował się blond włosy przystojniak, wzbudzając podziw swoją elokwencją u tej tlenionej kretynki, Parkinson.

Włosy miał niedbale spięte w koński ogon, a część krótkich kosmyków opadała na piękną twarz chłopaka. To właśnie był najbardziej groteskowe. Wyglądał jak anioł a zachowywał się jak wcielony diabeł. Gorzka, przewrotna ironia losu.

- Hej, Granger – Malfoy nie mógł przepuścić takiej okazji. Hermiona zacisnęła zęby i przymknęła powieki.

- Wiesz jaka jest różnica między szlamą a dziwką? – dziewczyna nie uznała za stosowne odpowiadać.

- Nie chcesz wiedzieć?... I tak cię oświecę, w końcu to dotyczy bezpośrednio ciebie.

- Nie mam ochoty tego słuchać – warknęła Hermiona.

Chciała po prostu przejść obok Malfoya, jego ochroniarzy, Zabini i Parkinson, ale blondyn złapał ją za rękę.

 

- Ale posłuchasz... Chodzi o to – chłopak nachylił się do ucha Hermiony ale mówił tak, żeby słyszeli go wszyscy – że nie każda dziwka jest szlamą, ale każda szlama rodzi się dziwką.

Hermionie zrobiło się słabo z upokorzenia. Oni się śmiali. Nawet Parkinson, jedynie Zabini uśmiechała się pobłażliwe a Draco wbił w Gryfonkę wzrok pełen pogardy i zimnej drwiny.

 

- Puść mnie – Hermiona czuła, że za chwilę albo zemdleje, albo się popłacze, było jej niedobrze.

- Puszczę cię, ale najpierw powiesz ile bierzesz za jeden numerek.

Hermiona się mocno wkurzyła. Ten tekst spowodował, że poczuła się dotknięta do żywego.

- Nie stać cię – powiedziała ze złością.

- Mnie na wszystko stać – w głosie Malfoya zabrzmiała niebezpieczna nuta, ale to tylko rozwścieczyło Gryfonkę. Pancy się znowu zaśmiała.

- Na manie cię nie stać – odpowiedziała zimno. - Jestem dużo droższa od tej suki, Parkinson.

- No, jesteś wyszczekana. Nie radzę ci. Więcej. Tak mówić.- Głos Malfoya był jak płynny lód.

- No, uderz mnie – powiedziała wyzywająco Granger – nie masz odwagi?

- Ty szmato! – warknęła tleniona Ślizgonka i chciała dać w twarz Hermionie, ale Zabini ją przytrzymała.

- Po co mam cię bić? – zadrwił Draco – Poczekam aż zdechniesz... Nie mogę się już doczekać tego dnia.

- Ja też – Hermiona powiedziała to tak cicho, że usłyszał ją tylko Malfoy.

Wyglądał na zaskoczonego, a nawet zaszokowanego jej słowami, ale tylko przez chwilę. Jego twarz odzyskała w ciągu sekundy zwykły, pogardliwy wyraz. Puścił ja.

- Spadaj, Granger – powiedział beztrosko i odwrócił się do swoich „przyjaciół.”

 

***

Łazienka Prefektów.

„Cóż za przywilej” – pomyślała Hermiona.

Było późno. Prawie jedenasta w nocy, dlatego zdziwiło ją, że w tym kierunku zmierz ktoś jeszcze.

Malfoy.

„Kur*wa” – pomyślała wściekle Hermiona.

- Granger, o tej porze grzeczne dziewczynki już śpią. Ale ty chyba miałaś jeszcze jakichś klientów, co? – zadrwił.

Nie odpowiedziała mu.

- Właź pierwsza, w końcu jesteś kobietą. – Dziwne, ale nawet ten wyraz potrafił zabrzmieć w jego ustach jak obelga.

 

Hermiona puściła gorącą wodę z pianą o zapachu jaśminu.

Od zajścia na korytarzu minęły trzy dni.

„Już za tydzień Święta – pomyślała – cała ta banda kretynów wyjedzie i będę miała spokój.”

Zakręciła kurek i weszła do parującej wody. Przepłynęła kilka razy mini basen jaki stanowiła wanna w Łazience Prefektów. Czuła się dobrze.. nie chciała z stamtąd wychodzić.

 

Poczekam, aż zdechniesz... Nie mogę się już doczekać tego dnia.- te słowa odezwały się niechcianym echem w jej głowie. Hermiona się skrzywiła.

Poczekam, aż zdechniesz. – poczuła niemal perwersyjną przyjemność na wspomnienie tej zimnej deklaracji. Właściwie po co miała żyć? Dla kogo?

Nie mogę się już doczekać tego dnia.

- Ja też – powtórzyła sama do siebie słowa, które wtedy skierowała do Malfoya.

- Ja też – powtórzyła. Po jej policzkach zaczęły płynąć łzy. Już wiedziała co musi zrobić. To było takie proste.

Zamknęła oczy i zanurzyła się cała w gorącej wodzie. Poczuła błogość. To było miłe. Powoli odpływała w niebyt. Traciła oddech i ogarniała ją senność.

„Wybacz mi Harry, wybacz mi Ron...”

Pomyślała o rodzicach i lekko się uśmiechnęła. Minutę później straciła przytomność.

 

***

 

„Co ona tam tak długo robi do kur*wy nędzy?” - pomyślał poirytowany Draco. Minęło już pół godziny, a ta wariatka nie wychodziła.

- Granger! – wrzasnął i uderzył pięścią w drzwi – Co tym do cholery robisz tyle czasu?!

Cisza.

- Onanizujesz się czy co?!

„Złe posunięcie... Na takie teksty na pewno nie odpowie”

- Granger jak się nie odezwiesz to wchodzę do środka! Mówię poważnie!!

Cisza.

Bardziej intuicyjnie niż rozumowo, Draco poczuł, że coś jest nie tak, jak powinno. Po takiej deklaracji chyba by się odezwała. Poczuł ukłucie strachu.

„A jeżeli zemdlała?’ – pomyślał. Przecież było wiadomo wszystkim, że Granger je dużo mniej od tragedii, która ją dotknęła. Może leży nieprzytomna na posadzce łazienki.

„A co mnie to obchodzi?” – Pomyślał poirytowany. Tylko, że tego nie mógł tak zostawić, zwłaszcza że czuł cały czas dziwny niepokój.

 

Jeszcze raz uderzył dłonią w drzwi łazienki.

- Jeżeli się teraz nie odezwiesz to wchodzę!

Cisza.

- Alohomora – Malfoy wypowiedział proste zaklęcie i wszedł do środka.

Złożone ubranie, zapach jaśminu i wszędzie ani śladu Granger. Przez dosłownie dwie sekundy stał jak oniemiały, aż zrozumiał.

„O Chryste” – pomyślał.

Jak w jakimś sennym koszmarze wskoczył do wanny. W butach, w spodniach i w swoim wspaniałym nowym ciemnozielonym swetrze.

Zanurkował i wyłowił zupełnie nieprzytomną dziewczynę z wody. Była bezwładna i przez to ciężka, ale Draco nie należał do chucherek. Pierwszą rzeczą którą zrobił zanim w ogóle wyciągnął ją z wanny, było sprawdzenie pulsu.

Był. Ale tak nikły, że w każdej chwili mógł ustać.

 

Nie myśląc nad niczym i działając zupełnie instynktownie Draco wyciągnął ciało Hermiony z gorącej wody, zawinął w duży ręcznik, który leżał przygotowany obok i pędem pognał do skrzydła szpitalnego z nieprzytomną dziewczyną na rękach. Nawet w najśmielszych marzeniach nie przypuszczał, że potrafi tak szybko biec..

<oczywiście wiadomo, że człowiek nie jest w stanie utopić się świadomie, odruchowo mózg nakazuje się wydostać na powierzchnię. W tym wypadku bardziej prawdopodobne byłoby, że po prostu Granger zasłabła z niedożywienia, skoro mało jadła.> <dop.Avenira>

II.

 

I may have made it rain

Please forgive me

My weakness caused you pain

And this song is my sorry

[Britney Spears, Everytime]

 

Kiedy Draco dobiegł do Skrzydła Szpitalnego narobił rabanu na niemal cały Zamek (przynajmniej według późniejszych opisów naczelnej pielęgniarki Hogwartu).

- PANI POMFREY! – wydarł się na całe gardło.

Kobieta wybiegła ze swojej kwatery w samej koszuli nocnej.

- Pani Pomfrey – wydyszał już spokojniej chłopak –Ona... Granger... chyba chciała się utopić.

Pomponia zarejestrowała kilka rzeczy naraz.

Malfoy był blady jak pobielona ściana i niemal przeźroczysty, co nawet jak na jego jasną cerę stanowiło ewenement.

Trzymał na rękach zawinięte w koc, ciało dziewczyny o twarzy niemal sinej, przez co wyglądało jak trup.

Zarówno Malfoy jak i Granger ociekali wodą...

Później dotarły do jej zaspanej jeszcze świadomości słowa „chciała się utopić” i pani Pomfrey natychmiast odzyskała przytomność umysłu.

- Chryste! – krzyknęła już zupełnie rozbudzona i przerażona pielęgniarka. – weź ją połóż na którymkolwiek łóżku i biegnij po profesora Snape’a i profesor McGonagall. Ale już!

Nieprzyzwyczajony do wypełniania rozkazów, Malfoy bardzo grzecznie zrobił wszystko, co Pomponia kazała mu zrobić .

 

Chłopak gnał jak huragan do lochów.

„Co mnie obchodzi ta durna szlama – pomyślał nagle – powinienem iść spacerkiem, żeby się nie przemęczyć...” – na potwierdzenie trafności swych przemyśleń, przyspieszył szaleńczy bieg niemal dwukrotnie.

W rezultacie omal nie wpadł na drzwi do prywatnych kwater mistrza eliksirów, modląc się przy okazji, żeby nie były zabezpieczone zaklęciem dźwiękoszczelnym.

 

***

Snape’a obudziło walenie w drzwi.

Łoskot był tak ogromny, że Severus pomyślał o jakimś zbrodniczym napadzie i złapał za różdżkę spoczywającą pod ręką u wezgłowia wygodnego łóżka

Nagle usłyszał stłumiony przez barierę drzwi, doskonale znany mu głos:

- Panie profesorze, Granger umiera w Ambulatorium! .

Zerwał się na równe nogi o pobiegł otworzyć.

- Jeżeli to kiepski żart, Draco... – urwał i znieruchomiał na widok stojącego przed nim podopiecznego i chrześniaka w jednej osobie.

Malfoy był przeźroczysty, miał niemal sine wargi i był przemoczony do suchej nitki. Wyglądał jakby sam miał za chwilę umrzeć na zawał. To nie był żaden żart i Severus natychmiast pożałował, że tak nie jest.

- Co?! – krzyknął nieco zdezorientowany i wybałuszył czarne oczy na jedyną latorośl swojego najlepszego przyjaciela.

- Granger próbowała się utopić w wannie Prefektów i prawie jej się to udało.. Nie wiem czy jeszcze żyje.

- O cholera! Wracaj w tej chwili do Skrzydła Szpitalnego i opowiedz wszystko dokładnie, pani Pomfrey. Ja udam się po profesor McGonagall. Na co czekasz, już cię nie ma!

Severus zarzucił niedbale czarną szatę na koszule nocną i spiesznym krokiem udał się do Wieży Gryffindoru.

 

Draco pędził jakby gonił go sam diabeł. Nie miał pojęcia, skąd bierze siłę do tak morderczego biegu i nawet się nad tym nie zastanawiał. Po prostu gnał jak szalony korytarzami Hogwartu, zostawiając za sobą wodny szlak.

- Pani Pomfrey – krzyknął gdy dotarł na miejsce – Profesor... Snape... poszedł... po profesor... McGonagall – wycharczał ledwie łapiąc oddech.

Zdał sobie sprawę, że czuje się winny i szybko odegnał od siebie te nieprzyjemne myśli. Robił, tylko to, co powinien. Później mógłby mieć nieprzyjemności, gdyby nie zareagował.

- Opowiedz mi jak to się stało. Tylko szybko!

- Poszedłem wykąpać się do Łazienki Prefektów. Granger też tam była, więc pozwoliłem jej wejść najpierw – przeraził się gdy pomyślał, co by się stało jeżeli wszedłby tam pierwszy.

Draco opowiedział ile czasu czekał i kiedy się zaniepokoił, oraz co zrobił gdy dostał się do łazienki.

- Rozumiem – powiedziała chłodno pielęgniarka. –Powinna przeżyć. Uratowałeś ją w niemal ostatnim momencie. Zrobiłam jej masaż serca... To taki mugolski sposób pierwszej pomocy – dodała widząc zdezorientowaną minę chłopaka.

- Malfoy, ale ty wyglądasz! – zirytowała się nagle i osuszyła go jednym wprawnym machnięciem różdżki.

 

***

Obrazy z życia Hermiony przesuwały się w błyskawicznym tempie przed oczami jej duszy. Nie był to chronologiczny ciąg wydarzeń, ale bezładnie posklejane ze sobą strzępki wspomnień pojawiające się w przypadkowej kolejności.

Sześcioletnia Hermiona z radością podziwia swój pierwszy rower.

Draco Malfoy nazywa ją szlamą na boisku do Quiddicha, kiedy dziewczyna ma zaledwie dwanaście lat.

Hermiona rozwiązuje zagadkę logiczną mistrza eliksirów w drodze po Kamień Filozoficzny.

Hermiona odbiera list z Hogwartu, informujący ją, że jest czarownicą i zostaje tam przyjęta na naukę.

Pierwszy dzień Hermiony w mugolskiej podstawówce... i tak dalej.

 

Szalony kalejdoskop przejaskrawionych pod względem barw i dźwięków scen urwał się nagle, jakby przecięty niewidocznym nożem. Dookoła zapanowała nieprzenikniona ciemność. Dziewczyna stała w dźwiękoszczelnym korytarzu, który nie odbijał żadnego światła. Otaczająca ją czerń była tak doskonała, że nie była w stanie dojrzeć nawet własnych rąk, czy stóp. Nie wiedziała kim jest, gdzie jest, co się stało i dlaczego. Była jak biała, czysta, niezapisana kartka. Była duszą czekającą na pograniczu świata żywych i świata umarłych. Była w poczekalni.

 

***

- Co się stało?! – profesor McGonagall była blada i roztrzęsiona. Tak samo jak Severus narzuciła pospiesznie szatę na koszulę nocną i niemal pobiegła do Skrzydła Szpitalnego. Rozbudziła się błyskawicznie.

Draco chciał opowiedzieć, co się stało, ale McGonagall ubiegła go z furią pytając

- Coś ty jej zrobił rozwydrzony gówniarzu?!

- Nic, tylko wyciągnąłem na wpół utopioną z wanny – powiedział przerażony postawą nauczycielki chłopak.

- Cała szkoła wie, że życzysz jej śmierci! – wrzasnęła kobieta.

- Ale to nie ja ją utopiłem, tylko sama chciała to zrobić. JA JĄ TYLKO URATOWAŁEM! – Draco był roztrzęsiony.

- Uspokójcie się obydwoje! – Severus zaczynał być wściekły. - Co z nią, Pomponio?

- Jest nieprzytomna, ale będzie żyła. Zrobiłam jej masaż serca...

- Zrobiłaś jej masaż serca i jest nieprzytomna?! Kobieto, to ty tu jesteś uzdrowicielką, nie ja! Ona może być w stanie śpiączki albo śmierci klinicznej! - Severus podbiegł do nieprzytomnej dziewczyny. Jego dłonie miarowo zaczęły uciskać mostek a sam udzielający pierwszej pomocy cedził ze złością :

- Jak. Się. Robi. Masaż. Serca. To. Do. Momentu. Odzyskania. Przytomności!

- Ty kretynie! - wrzasnęła Pomponia Pomfrey, która zazwyczaj nie używała podobnych epitetów – chcesz wywołać arytmię serca?! Zostaw ją!*

Ale Sverus wiedzial lepiej i nie zamierzał pezestać. Trzeba mu przyznać, że kierowa się szlachetnymi pobudkami i chciał jak najlepiej.

Kiedy Pomponia podbiegła do niego, żeby powatrzymać mężczyznę przd zrobieiem krzywdy dziewczynie, nie było już takiej potrzeby...

 

***

Mrowienie w okolicy serca, nagły błysk światła pod powiekami, silny w strząs i strach. Dusza dziewczyny stojąca pomiędzy dwoma światami nie wiedziała co się dzieje, ale wiedziała i czuła gdzieś głęboko, że nie chce wracać do stanu, w którym była poprzednio. Nie miała pojęcia dlaczego, ale chciała iść dalej. Siła która ją przywoływała do życia była jednak zbyt silna i Hermiona została wyrwana ze błogostanu nieświadomości i oczekiwania. Poczuła silne szarpnięcie i ostry ból w klatce piersiowej.

 

***

Granger otworzyła oczy, krzyknęła z bólu a następnie bezwładnie opadła na poduszki, kaszląc tak silnie, jakby miala wypluć z siebie płuca. Zamknęła oczy. Oddychała nierówno i bardzo płytko. W pierwszej chwili nie wiedziała co się dzieje, ale zaraz uświadomiła sobie, że chciała ze sobą skończyć. Chciała, ale jej nie wyszło.

„Nawet samobójstwo schrzaniłam” – pomyślała gorzko.

 

- Panno Granger – dobiegł ją głos mistrza eliksirów – proszę to wypić, to Eliksir Wzmacniający.

- Nie chcę – odwarknęła niegrzecznie Hermiona – wole truciznę.

- W tej chwili masz to wypić, Granger! – Severus nie zamierzał się patyczkować z krnąbrną dziewuchą

 

Draco patrzył na wszystko wstrząśnięty i zakłopotany. Ona chciała truciznę. Poczuł się nagle jak świnia. Przecież życzył jej, żeby zdechła. Nawet jej o tym mówił z uśmiechem na ustach.

Teraz, kiedy przyszło co do czego, nie tylko okazało się, że nie chciał aby umarła, ale sam ją wyrwał ze szponów śmierci.

Czuł się dziwnie nierealnie.

Irytowało go, że uratowana dziewczyna chciała wypić truciznę, a on wiedział, że w dużej mierze swój okropny stan psychofizyczny, Hermiona „zawdzięcza” jemu. Tak, jemu. To tylko go zdenerwowało jeszcze bardziej i wprawiło w irytację.

„Dlaczego ta kretynka nie cieszy się , że żyje? – pomyślał ze złością – Głupia szlama.”

 

Severus musiał wlać lekarstwo przemocą do gardła panny Granger. Hermiona przełknęła eliksir, krztusząc się i kaszląc. Posłała profesorowi spojrzenie rozwścieczonego Hipogryfa.

- Draco Malfoy uratował cię w ostatniej chwili - powiedział Snape – Co ci odbiło do jasnej cholery?!

- Malfoy?! – Hermiona pobladła jeszcze bardziej.

„No tak... przecież on czekał cały czas na zewnątrz...” – pomyślała z irytacją.

Poczuła taką wściekłość jak nigdy wcześniej.

- Nie dasz mi nawet spokojnie umrzeć? – wycedziła zimno, patrząc prosto w szare oczy Dracona – Nawet na to mi nie pozwolisz?! NIENAWIDZĘ CIĘ!

- Uspokój się, Granger! – Severus mimo podniesionego tonu, popatrzył na nią łagodnie.

Wiedział o tym, że Draco strasznie traktuje Hermionę i ubliża jej niemal na każdym kroku. Jednak nigdy nie udało mu się „złapać go za rękę”. Młody Malfoy nie był takim idiotą, by popisywać się przy nauczycielach, zwłaszcza przy nim. Ale teraz, Ślizgon poczuł się dotknięty i urażony do tego stopnia, że się zapomniał. Uratował ją a ona zamiast mu podziękować, była na niego wściekła.

- Wypadałoby podziękować – powiedział zimno. Był zły. Jego napięcie nerwowe sięgnęło zenitu i nie zamierzał bawić się w delikatność, zwłaszcza w stosunku do niej.

- Wypadałoby, ale takie szlamy, jak ty, Granger nie mają nawet minimum kultury osobistej.

 

Severusa trafił dosłownie jasny szlag. Przed oczami zamajaczyła mu czerwona mgła wściekłości i zanim którakolwiek z obecnych kobiet zareagowała na chamską odzywkę Draco Malfoya, odezwał się on.

- Minus pięć punktów od Slytherinu, Malfoy. Mógłbyś hamować się chociaż przy nauczycielach.

Draco zmełł w ustach przekleństwo i zacisnął zęby.

- A ty, Granger bądź cicho i wypij Eliksir Bezsennego Snu. Dobrze ci zrobi. – Podał jej fiolkę. Ten specyfik Hermiona przyjęła bez protestów i po trzech minutach pogrążyła się w błogim stanie nieświadomości, a Morfeusz roztoczył nad nią swoją opiekę.

 

Severus popatrzył zimno na swojego chrześniaka.

- Jeżeli kiedykolwiek usłyszę, że zwracasz się do niej w taki sposób jak parę minut temu, to nie ręczę za siebie, Draco. Zrozumiałeś?

- Tak jest, sir. Ale ona chyba powinna mi podziękować, a nie... – chłopak nie dokończył

- MILCZ! – Severus był wściekły. – Po co ją uratowałeś, gówniarzu? Po to, żeby nadal zatruwać jej życie?!

Pomponia popatrzyła na mistrza eliksirów ze zgrozą.

- Ależ, Severusie! – żachnęła się Minerva.

- Zamilcz kobieto! – Snape był w stanie zimnej furii.

Draco patrzył na niego w niemym osłupieniu.

- Byłbyś bardzie j miłosierny, gdybyś pozwolił jaj umrzeć! – ciągnął Snape, nie zwracając uwagi na oburzone miny obydwu kobiet. – Myślisz, że jak nie widziałem niczego na własne oczy i nie słyszałem na własne uszy, to o niczym nie wiem? Wyzywasz ją od dziwek i szlam i życzysz jej śmierci niemal na każdym kroku, wiedząc, że jej rodzice zginęli w straszny, upokarzjący sposób i że Granger widziała ich martwe ciała na własne oczy! Wyobraź sobie, Malfoy, że wracasz do domu i zastajesz w nim zimne trupy swoich rodziców... Zastnawiałes się kiedyś nad tym?! Po co ją ratowałeś?! Żeby mieć na kim ćwiczyć swoje oratorskie umiejętności?! Nie zdziw się, jeżeli Granger da ci za ten ratunek w twarz!

Draco był blady i wstrząśnięty. Severus popatrzył na swojego podopiecznego i ignorując wszystko i wszystkich, poszedł do siebie.

 

- Możesz odejść, Malfoy – powiedziała do roztrzęsionego chłopaka, pani Pomfrey po kilku minutach głuchej ciszy w Ambulatorium, zakłóconej jedynie miarowym oddechem śpiącej Hermiony. – Profesor Snape jest z...

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • diakoniaslowa.pev.pl